Jadąc Dachauer Straße w kierunku Dachau, po minięciu Olympiaparku tramwaj zatrzymuje sie na przystanku „Borstei“. Nic szczególnego poza tym, że nazwy przystanków noszą z reguły nazwy ulic, a ta nazwa nie mówi nic. A jednak warto tu wysiąść, przekroczyć bramę nad którą wisi napis „Borstei“ by znaleźć się w zupełnie innym w świecie.
|
Bo takie właśnie odniosłam wrażenie pewnego niedzielnego popołudnia kiedy wybrałam się na spacer po małym miasteczku położonym w sercu ponad milionowej metropolii.„Borstei“ - to kompleksowo przemyślane i zaprojektowane osiedle, wyposażone w to, co niezbędne jest do życia każdemu mieszkańcowi bez konieczności wychodzenia poza jego bramy.
Jest więc centrum handlowe, w którego małych sklepikach zaopatrzyć się można prawie we wszystko. Są tu delikatesy, piekarnia, masarnia, sklep z podstawowymi artykułami domowego użytku, poczta, apteka, kwiaciarnia, księgarnia, punkt napraw, butiki (można tu kupić chyba najdroższe w Monachium stare, używane „lederhosen“), itp. Po przeciwnej do sklepów stronie placu ozdobionego licznymi parkowymi rzeźbami, kolumną, fontanną i ławeczkami, w zacisznym kąciku znaleźć można kawiarenkę ze stolikami na zwenątrz. Ten plac jest jakby centralnym miejscem osiedla, którego ciąg budynków ujęty w małe grupy połączony jest bramami i sklepieniami, tworząc jednolitą całość.
Zagłębiając się dalej w osiedle natrafia się na wypielęgnowane podwórza–ogrody, podwórza-parki.
Masywne, trzypiętrowe budynki giną w masie zieleni, drzew i kwiatów. W każdym z licznych mini parków czy ogrodów, krzewy, rabaty kwietne, fontanny i niezliczona ilość parkowych posążków zapraszają do relaksu. W większości budynki nie mają balkonów, ale wystarczy wyjść z klatki schodowej by znaleźć się – w parku.
Twórcą tego niepowtarzalnego osiedla jest architekt i budowniczy Bernhard Borst. W pierwszej połowie ub. wieku zajmował się on między innymi projektowaniem i budową jedno- i wielorodzinnych domów (np. „szeregowce“ w Pasing).
W roku 1923 kupił teren przy Dachauer Str. z zamiarem wybudowania warsztatów dla swojej firmy i domów mieszkalnych dla pracowników. Ponieważ ogłoszony konkurs na architektoniczny projekt zagospodarowania terenu nie przyniósł oczekiwanego rezultatu, Borst zajął się projektowaniem, a następnie wykonaniem projektu osobiście.
Bernhard Borst pochodzący z niezamożnej rodziny w projekcie tym chciał zrealizować swoje marzenie – stworzenia takich warunków do mieszkania i życia by: „połączyć piękno domku jednorodzinnego z praktycznym mieszkaniem w budynku wielorodzinnym, ale tak, by w jak największym stopniu odciążyć w obowiązkach gospodynię domową, a otoczenie wpływało pozytywnie na zdrowie mieszkańców“. I to marzenie udało mu się zrealizować.
W latach 1924-1928 na powierzchni ok. 19.tys m² wybudowano 77 domów z 773 mieszkaniami i sklepami. Pozostałe ok. 50 tys m² to podwórza i ogrody.
Na terenie osiedla oprócz centrum handlowego, znajduje się przedszkole z placem zabaw, praktyki lekarskie, centralna pralnia, z której w ciągu 24 godzin otrzymuje się gotowe pranie. Mieszkańcy mają do dyspozycji rzemieślników: stolarza, hydraulika, malarza, elektryka, ekipę sprzątającą. Na dachach domów nie zobaczysz kominów, a to za sprawą pierwszej w Niemczech, wybudowanej tu centralnej kotłowni, zaopatrującej do dziś mieszkania nie tylko w ciepło centralnego ogrzewania, ale także w ciepłą wodę tak w kuchni, jak i w łazience. Wszystkie dwu-, trzy- i czteropokojowe mieszkania wyposażone zostały w łazienki z umywalką i bidetem, a w każdej kuchni znalazła się kuchenka gazowa. Podłogi w mieszkaniach wyłożone są dębowym parkietem, a podwójne drewniane okna produkowane były według projektu i pod surowym okiem architekta i budowniczego w jednej osobie.
Do budowy domów Borst wykorzystał solidny surowiec, który oparł się niszczycielskiemu działaniu czasu. Cegła, naturalna zaprawa, szlachetne drewno, kamień, miedź, mosiądz, a także płyty z korka do ocieplenia dachów.
O solidności wykonawstwa przekonać się można choćby oglądając solidne dębowe drzwi wejściowe zaopatrzone w lśniące mosiężne uchwyty i tabliczki dzwonków.
Bernhard Borst pomyślał także o zmotoryzowanych mieszkańcach osiedla, budując garaże zarówno w budynkach, jak i w wolno stojących ciągach, co w latach 20. ubiegłego wieku było ewenementem, tym bardziej, że garaże są ogrzewane.
W tym osiedlu, mimo że ma już ponad 80 lat, żyje się dobrze i wygodnie. W rozmowie z mieszkańcami dowiedziałam się, że mieszkania są wysokie, jasne, ustawne i przytulne. Są dobrze ocieplone i wyciszone. Nie przeszkadzają zarówno odgłosy z sąsiadujących mieszkań, jak i dochodzące od strony ruchliwych ulic na zewnątrz. Mieszkańcy nie są tu anonimowi, i choć każdy żyje swoim życiem, znają się prawie wszyscy. Niespotykana nigdzie indziej atmosfera i urok osiedla, sprawiają, że mieszkanie w „Borstei“ jest obiektem pożądania zarówno wśród starszych jak i młodych rodzin.
Po wojnie w „Borstei“ zamieszkał też twórca osiedla z żoną. Borst osobiście brał udział w administracji i pielęgnacji swojego „życiowego dzieła“. Był „patriarchą osiedla“ cenionym i szanowanym przez mieszkańców. Po śmierci w 1963 r., na jednej z alejek ustawiono jego popiersie z brązu.
Starsi mieszkańcy z rozrzewnieniem wspominają organizowane przez małżeństwo Erne i Bernharda Borst ogrodowe koncerty, letnie i zimowe festyny dla dzieci i dorosłych.
Niezwykłość tego osiedla, to jego „ludzka twarz“, której nie znajdzie się w miejskich molochach.
Osiedle, które może być idealnym prototypem sensownej organizacji współżycia międzyludzkiego. Taka trochę Utopia.
Zapraszam do odwiedzenia „Borstei“, do spaceru uliczkami wśród parkowych figurek, odpoczynku w „Garten der Ruhe“ do spaceru po żywotnym osiedlu objętym ochroną zabytków.
Alicja Oterska |