|
Przed 203 laty Napoleon Bonaparte i Ludwik Bawarski spotykają w Warszawie Marię Walewską.
Wygodna berlinka zaprzężona w zmęczone długą jazdą konie zatrzymała się przed bocznym wejściem do rozległego pałacu we wsi Finckenstein. Z mroku nocy wyłaniały się jedynie jasne kwadraty okien na pierwszym piętrze, a przez bezlistne jeszcze drzewa kwietniowego ogrodu przebłyskiwały ostatnie ognie straży grenadierów. Siedząca w powozie młoda kobieta spała, zmęczona niebezpieczną jazdą po grząskich od wiosennych roztopów drogach.
Na kolanach Marii leżał zmięty, wiele razy odczytywany list. Słowa kochanka uspokajały roztrzęsione podróżą nerwy, tłumiły zwątpienie. "Chcę Panią zobaczyć; (...) niech Pani nigdy nie zwątpi w moje uczucie do Pani, Marie... Napole."
Hrabina Maria Walewska, 20-LETNIA POLSKA ARYSTOKRATKA, podjęła w kwietniu 1807 roku na usilne prośby zakochanego w niej cesarza Napoleona Bonaparte podróż do pałacu Finckensteinów (obecnie Kamieniec Suski) w Prusach Wschodnich, na północ od Iławy, gdzie mieściło się wówczas centrum dyspozycyjne armii Napoleona. W podróży towarzyszył Marii jej starszy brat, pułkownik Józef Benedykt Łączyński, służący we francuskim sztabie generalnym. W życiu Marii już po raz drugi pełnił on rolę "organizatora". Dwa lata wcześniej zmusił ją do małżeństwa ze starszym o 50 lat hrabią Anastazym Colonna-Walewskim, obecnie wiezie swoją siostrę do sypialni cesarza. W pamiętnikach pisanych kilka lat później Maria będzie podkreślać, że jej podróż do Prus Wschodnich miała charakter misji politycznej – na zlecenie wysokich osobistości miała przychylnie nastawić Napoleona do sprawy polskiej, a w efekcie – do utworzenia Królestwa Polskiego.
MARIA I CESARZ SPOTKALI SIĘ PO RAZ PIERWSZY w styczniu 1807 roku. "Polski romans" francuskiego władcy poprzedził zabawny przypadek. W listopadzie 1806 roku, po zwycięskiej bitwie pod Auerstädt i Jeną, która zdecydowała o nowych granicach Europy, francuskie forpoczty dotarły do Łowicza. Pałac hrabiów Walewskich, położony w odległych o kilkanaście kilometrów Walewicach, zajęto na kwaterę marszałka Davouta. Właściciele musieli się przenieść do domu dzierżawcy. Dojście do tego budynku tonęło w błocie. "Gdy raz Maria stała na progu wahając się, czy przejść przez nie, spostrzegł to młody oficer hrabia Karol August Józef Flahaut, nieślubny syn Talleyranda, i skory zawsze do rycerskiej posługi przeniósł ją w swych ramionach przez polski piąty żywioł. Wkrótce potem otrzymała zaproszenie na bal w Warszawie, wydany dla cesarza przez Talleyranda" – pisze w pamiętnikach saska arystokratka hrabina Amelie Kielmansegge. Młody hrabia Flahaut nie tylko potrafił ocenić wdzięki polskiej ziemianki, ale odpowiednio je też zarekomendował tatusiowi. Talleyrand, książę Beneventu, o którym nie darmo cesarz mawiał, że "ma zawsze kieszenie pełne pięknych kobiet", był oczarowany młodą mężatką.
Cesarz Napoleon Bonaparte przyjechał do Warszawy nocą 19 grudnia 1806 roku. Następnego dnia spotkał się na Zamku Królewskim z przedstawicielami narodu. Obiecywał dużo, ale żądał jeszcze więcej. Przedstawił warunek ogłoszenia niepodległości Polski: powołanie 40 tys. ludzi pod broń. Gra Napoleona była przejrzysta, chciał skłonić władze pruskie i rosyjskie do dalszych ustępstw, ale Polacy widzieli w tym swoją szansę. Szybko i sprawnie stworzyli improwizowaną siłę zbrojną.
STYCZEŃ 1807 ROKU BYŁ MIESIĄCEM WOJENNEJ CISZY, miastem rządził karnawał, urządzano bale i wystawne przyjęcia, salony arystokracji były otwarte dla przedstawicieli starych rodów europejskich. Nowa arystokracja, kreowana przez cesarza, bywała na balach, ale nieuchwytna granica podziału powodowała, że w salonach przyjmowano nie miłującego się w zbytku, próżnego i zawsze przesadnie strojnego namiestnika miasta "Księcia Bergskiego" Murata, lecz jego podwładnego – pięknego hrabiego Flahauta. Pierwszym wydarzeniem sezonu było zaprezentowanie cesarzowi elity dam ze stołecznego towarzystwa. Wśród zaproszonych pań nieoczekiwanie znajduje się również hrabina Maria Walewska. "Cesarz wszedł do sali jak na pole walki lub na plac rewii, szybko i obojętnie; ale twarz jego przybrała wkrótce jakiś wyraz słodszy, uśmiech rozpromienił zachmurzone wielkimi myślami czoło, a przeglądając ten szereg nadwiślańskich kwiatów, nie mógł się wstrzymać od zawołania głośno: O, jakież to mnóstwo pięknych kobiet w Warszawie" (M. Brandys, Kłopoty z Panią Walewską,1981, s. 44). Przebiegły plan księcia Beneventu Talleyranda wydał oczekiwane owoce...
WYDARZENIA NABIERAJĄ TERAZ DUŻEGO PRZYSPIESZENIA. Maria otrzymuje ponownie zaproszenie, tym razem na koncert. Natomiast 17 stycznia na balu otwierającym warszawski karnawał młodziutka hrabina z wiejskiego pałacu na Mazowszu staje się główną postacią wieczoru. Cesarz jest pod wrażeniem blondynki o wielkich niebieskich oczach, cerze niezwykłej białości i pięknej twarzy osnutej melancholią. Jest zakochany. Obecne na balu panie zauważyły, że po kontredansie cesarz rzekomo uścisnął Marii rękę. Czyli – życzył sobie schadzki. Warszawa wrzała od domysłów! I nie bez racji. Nie tylko na wojnie Napoleon był szybki...
W MIŁOSNYM ZAPALE BONAPARTE PISZE: "Widziałem tylko Panią, podziwiałem tylko Panią, pragnę tylko Pani. Niech szybka odpowiedź ukoi niecierpliwy żar... N." (M. Brandys, s. 50). Ukojenie nie przyszło od razu. Pełna zasad Maria broniła się przed zapędami "boga wojny". Pierwszy list pozostaje bez odpowiedzi. Żonglując słowami o miłości ojczyzny zakochany cesarz trafił jednak celnie. Maria nabrała przekonania, że Bonaparte oswobodzi Polskę z jarzma niewoli i - poszła na schadzkę.
Od słynnego balu na Zamku Maria staje się najważniejszą postacią wszystkich przyjęć. Jest coraz piękniejsza, zyskuje na pewności siebie, święci tryumfy. Jej wzruszający, nieśmiały wdzięk wzbudza zaufanie otoczenia, wywołuje potrzebę opieki. W jej domu spotyka się śmietanka towarzyska Warszawy. Cesarz publicznie okazuje Marii swoją sympatię. Stary mąż Anastazy stara się niczego nie widzieć. Inni również. Dalej jest szanowaną hrabiną Walewską.
WRAZ Z WIELKĄ ARMIĄ NAPOLEONA NA TEREN POLSKI wkroczyło wojsko bawarskie w sile dwóch dywizji o łącznej liczbie 33 tys. żołnierzy. Pierwsza dywizja skierowana została na Śląsk, druga udała się na Mazowsze. Wodzem naczelnym drugiej dywizji został następca tronu świeżo utworzonego Królestwa Bawarii, Ludwik Karol August Wittelsbach, przyszły król Bawarii Ludwik I. Po zakończeniu wojny z Rosją do Bawarii powróciło 3 tys. żołnierzy...
Nominację na głównodowodzącego bawarskiej dywizji przyjął królewicz Ludwik z mieszanymi uczuciami, gdyż jego serce było przepełnione nienawiścią do francuskiego wodza. W osobistych spotkaniach królewicz był zawsze pod wrażeniem osobowości Napoleona, ale nie miało to wpływu na jego nastawienie do Francji i jej cesarza. Nic więc dziwnego, że królewicz nie spieszył się z objęciem funkcji wodza wojska walczącego w interesach francuskich i jesienią 1806 roku udał się w podróż do Hiszpanii. Dopiero niedwuznaczne słowa Napoleona, że może ród bawarski jest zmęczony rządzeniem, w oka mgnieniu zmieniły sytuację. Na wyraźne żądanie ojca: "nadszedł w końcu odpowiedni moment, drogi Louis... Spiesz się, moje kochane dziecko, twoja obecność nie tylko ucieszy cesarza, ale będzie mu schlebiać", Ludwik przerywa hiszpańską podróż i wyrusza do Warszawy, gdzie dociera 25 stycznia 1807 roku. Przyjeżdża więc o tydzień za późno, jak się później okaże.
W IMIENIU NIEOBECNEGO NAPOLEONA powitał Ludwika wszechobecny minister Talleyrand. "Bądź wielce grzeczny wobec Talleyranda – zalecał mu ojciec w listach – jest on nam niezbędny." A szwagier Ludwika, adoptowany syn cesarza Eugène Beauharnais, wicekról Włoch, napomina go: "Nie mówić, co się myśli, to wszystko.”
Napoleon wyjechał, ale jego rozkaz "Warszawa ma się bawić" obowiązuje nadal. Bawi się też królewicz i wódz bawarskiego wojska Ludwik. Przystojny, choć lekko niedosłyszący następca bawarskiego tronu jest przyjmowany z najwyższymi honorami w najprzedniejszych domach Warszawy. Na jednym z przyjęć poznaje Marię Walewską. 13 lutego, co zanotował w swoich Pamiętnikach (s. 125), złożył Marii wizytę. Nie tylko jest pod jej urokiem, ale zakochuje się w jasnowłosej Polce. Jeszcze nie wie, że przyjechał do Warszawy o tydzień za późno, że spośród wszystkich pięknych kobiet w Warszawie jego serce zabiło właśnie dla tej, którą wybrał już cesarz Napoleon Bonaparte.
Wizyt królewicza u Marii nie przeoczyła skrupulatna warszawska pamiętnikarka Anna Nakwaska: "Przypominam , że raz do niej po obiedzie przyjechawszy, zastałam tam królewicza bawarskiego, dwóch panów z okolic Łęczycy i kilku młodych honorowych gwardzistów około okrągłego stołu w salonie siedzących..." Również niemiecki historyk, książę bawarski Adalbert pisze, że Ludwik "cierpiał w Warszawie na obezwładniającą go złość na Napoleona i nieodwzajemnioną miłość do hrabiny Walewskiej".
WSZYSTKOWIEDZĄCY TALLEYRAND, któremu dalszy pobyt zakochanego Bawarczyka stawał się niewygodny, próbował nakłonić go do udania się do głównej kwatery Napoleona w Ostródzie. Ludwik, który już wiedział, kto jest jego konkurentem, odrzucił zimno i grzecznie tę propozycję i udał się do stacjonujących w Pułtusku wojsk bawarskich. Dużo później, 6 lipca 1807 roku, w trakcie podpisywania traktatu pokojowego w Tylży z carem Aleksandrem, Ludwik poprosił Napoleona o chwilę rozmowy. Cesarz, przekonany że chodzi o Marię, przywitał królewicza jowialnie i po ojcowsku. Ludwik chciał jednak wysondować, jak widziałby Napoleon jego ewentualne małżeństwo z córką cara, wielką księżną Katarzyną. Że Bonaparte skrycie rozważał ten sam pomysł – nie przeszło bawarskiemu księciu przez głowę. W Pamiętnikach (s. 450) zanotował: "Kiedy wypowiedziałem te słowa mon ancien inclination, uważał on, że mówię o mojej miłości do hrabiny Walewskiej w Warszawie, i roześmiał się, ale uśmiech zaraz zniknął, w jego miejsce pojawił się blady żółtozielony grymas i spojrzenie ujawniające wewnętrzną złośliwość, szpetnie przemawiającą z całej fizjonomii."
JASNOWŁOSA MARIA O WIELKICH NIEBIESKICH OCZACH byłaby bez wątpienia ozdobą przyszłej Galerii Piękności króla Ludwika I, którą do dziś podziwiają turyści w monachijskim pałacu Nymphenburg. Król Ludwik I Bawarski jeszcze pod koniec życia pisał w Pamiętnikach o Marii i przyznawał, że pozostawał pod jej wrażeniem przez wiele lat.
Maria Walewska zmarła w Paryżu w wieku lat 31. Urodzony w 1810 roku Aleksander Florian Józef Colonna Walewski, syn Marii i cesarza Napoleona, został dyplomatą i politykiem w rządzie cesarza Napoleona III.
Ewa Klaputh
|