Jazz w wieży – „A-Band Ensemble”
poniedziałek, 21 czerwca 2010 08:24
IMG_0000

W niedzielny wieczór, kiedy piłkarscy kibice zasiedli przed szklanymi ekranami, miłośnicy jazzu przybyli na koncert renomowanego saksofonisty Leszka Żądło oraz młodej grupy jazzowej „A-Band Ensemble” w składzie: Alexander Fuchs (kontrabas), Izabella Effenberg i Paweł Czubatka (oboje wibrafon i marimba). 

Grupa ta, powstała w 2009 roku, to studenci Wyższej Szkoły Muzycznej w Norymberdze.

Leszka Żądło, jednego z najbardziej twórczych muzyków europejskiego Modern Jazz nie trzeba przedstawiać. Wielbiciele jego mistrzowskiej gry na saksofonie już parokrotnie mieli okazję podziwiać muzyczny kunszt jazzmena w Domu Krakowskim. Tym razem prof. Leszek Żądło wystąpił w gronie artystów stojących u progu jazzowej kariery. Był to premierowy występ w tym składzie, który dowiódł, że dobra muzyka po prostu łączy generacje.

Na program składały się utwory skomponowane przez Izę Effenberg, Pawła Czubatkę i Leszka Żądło. Początkowo dawało się wyczuć pewne onieśmielenie młodych muzyków obecnością jazzowego wygi, ale z utworu na utwór poczynali sobie coraz swobodniej, a „Majowa samba” kompozycji Pawła wykonana w drugiej części koncertu potwierdziła profesjonalizm młodych artystów. Jej na przemian porywające i momentami łagodne rytmy, a także promienie zachodzącego słońca wdzierające się do sali przeniosły słuchaczy w brazylijskie klimaty. Tylko kontrabas, wibrafon, marimba i saksofon, a słuchając odnosiło się wrażenie, że gra pełnoskładowy Big Band. Ale nie tylko samba długo brzmiała w uszach.

Utwór „Song of a nice Death” Leszka Żądło, który został napisany po tragicznej śmierci przyjaciół – muzyków kompozytora, w niczym nie przypominał żałobnej melodii, ale tak jak sugerował tytuł, był przyjemny, czasami nawet radosny z wysokiej klasy saksofonowym popisem.

Trzeba przyznać, że wszystkie instrumentalne solówki, czy to w utworach Izy („Nadzieja”, „Poszukiwania” ), czy Pawła („Szum”, „Hiszpańska ballada”) były zgrabnie wkomponowane w całość każdego z nich i nie męczyły dłużyznami.

Jazzmeni zaproponowali różność tematów muzycznych – było lirycznie, nastrojowo, ale też agresywnie i z temperamentem, czyli każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Dotychczasowe wieczory jazzowe w Domu Krakowskim nie rozczarowały publiczności i ten niedzielny, zorganizowany przez Towarzystwo-Niemiecko Polskie we Frankonii, podtrzymał dobrą tradycję. Był doprawdy udany.

 

Ewa Keller-Wielopolska