|
NIE SMUÆMY SIę ALE WESELMY! |
|
wtorek, 16 października 2007 18:38 |
|
My
Polacy jesteśmy narodem uroczyście świętującym różne
okazje zarówno w gronie rodziny jak i z przyjaciółmi.
Chyba żaden inny naród nie obchodzi tak świątecznie jak my
choæby dnia imienin. w
niektórych krajach coś takiego w ogóle nie istnieje. W
obchodzeniu i organizowaniu imprez dla uczczenia prywatnych
jubileuszy i innych okazji jesteśmy specjalistami. Czyż z okazji
urodzin, imienin czy wesela nie uwielbiamy stukaæ się kieliszkami
na zdrowie i śpiewaæ sto lat na cześæ solenizanta, jubilata lub
młodej pary póki starczy nam sił i zdrowego rozsądku.
Czasem pozwalamy, by zdrowy rozsądek opuścił nas szybciej niż
nakazuje dobre wychowanie. Bywało, że i na stypie rozgrzane
towarzystwo intonowaÅ‚o naszÄ… popularnÄ… pieśń biesiadnÄ… „Sto
lat!". Ale nie o piciu i rozsądku ma tu byæ mowa.
Kilka
razy w roku odnoszę wrażenie, że nasze narodowe rocznice, nawet
te, które powinny napawaæ nas dumą, radością i ochotą do
zabawy, obchodzimy raczej na smutno. Takie na przykład Święto
Niepodległości 11 listopada. Dzień bardzo szczególny, bo po
132 latach nieistnienia na mapie Europy, w 1918 roku kraj nasz
odzyskał suwerennośæ. Amerykanie obchodzą podobne święto 4
lipca, dla upamiętnienia uchwalenia Deklaracji Niepodległości i
całkowitego odłączenia się w 1776 roku od Wielkiej Brytanii.
To
prawda, że u nas 11 listopada jest dniem wolnym od pracy, ale oprócz
uroczystych mszy w kościołach, żołnierskich apeli i pokazywanej
na żywo w telewizji transmisji sprzed Grobu Nieznanego ¯ołnierza w
Warszawie, gdzie prezydent w towarzystwie państwowych dygnitarzy i
wojska wygłasza patetyczną mowę a potem w salonach Pałacu
Prezydenckiego odznacza starszych i młodszych kombatantów,
nic się nie dzieje. A przecież mogłyby odbywaæ się barwne
festyny i parady, z narodowymi symbolami i biało-czerwonymi
gadżetami oraz słodyczami - coś zbliżonego do pierwszomajowych
pochodów z czasów Polski Ludowej. Może zbyt wielu taka
forma powszechnej zabawy kojarzyłaby się z poprzednim ustrojem,
ale według mnie radosne,
ogólnonarodowe obchody dałyby szansę i młodym i starszym
poczuæ w sobie Polskośæ, ten patriotyzm, którego nam coraz
bardziej brakuje.
Nie
jestem fanką Stanów Zjednoczonych i o polityce tego kraju nie
mam najmniejszego zamiaru rozprawiaæ, ale z amerykańskiego sposobu
obchodzenia narodowych świąt moglibyśmy wziąæ przykład. Już
na wiele tygodni przed 4 lipca wszyscy z podnieceniem czekajÄ… na
kolorowe i wesołe parady, które odbywają się praktycznie we
wszystkich miastach. Ktoś może powiedzieæ, że decydująca jest tu
komercja a nie patriotyzm, ale chyba udało się Amerykanom zręcznie
powiązaæ oba te czynniki. Każdy stara się wziąæ w tym
przedsięwzięciu jak najaktywniejszy udział, przynajmniej jako
widz, a najlepiej jako artysta w wielobarwnym pochodzie. Domy
dekorowane są w barwach narodowych, całe rodziny wybierają się
na happeningi celebrujÄ…ce narodowe dziedzictwo kulturalne, wieczorem
odbywają się pokazy sztucznych ogni, atrakcjom nie ma końca.
Zresztą Amerykanie na całym świecie urządzają radosne spotkania,
wspólne pikniki i festyny, by 4 lipca fetowaæ razem, tak jak
odbywa siÄ™ to np. w Monachium.
Wiem,
że moje tęsknoty za wesołym narodowym świętowaniem nie są
niczym szczególnym ani jednostkowym. W Gdańsku czy we
Wrocławiu od kilku lat organizowane są Parady Niepodległości -
pomysł fantastyczny, tylko jakoś mało kto złapał bakcyla. Cały
kraj nie powstał, nie wyszedł na ulice, wymachując flagami,
skandujÄ…c i wykrzykujÄ…c „Niech żyje Polska!". Nie ma to nic
wspólnego z nacjonalizmem, chodzi tylko o to uczucie, że choæ
tego jednego dnia w roku jednoczymy się jako naród,
gdziekolwiek na świecie żyjemy.
No
dobrze, ktoś powie, że znaczenie takiej wzniosłej rocznicy jak
Dzień Odzyskania Niepodległości nie powinno byæ umniejszane przez
jarmarczne pochody. Irlandczycy znaleźli alternatywne rozwiązanie i
w dorocznych wesołych paradach czczą patrona swojego kraju Św.
Patryka. 17 marca ulice całego kraju zapełniają się zielonymi
korowodami (koniczyna i zielony kolor to symbole Irlandii), wszędzie
można zjeśæ tradycyjne potrawy, wypiæ tradycyjne trunki i do
białego rana bawiæ się w towarzystwie rodaków. Zresztą nie
tylko w Irlandii, tak naprawdę najhuczniej Dzień Św. Patryka
obchodzony jest w Nowym Jorku. Imprezy odbywają się także w calej
Europie, jednym z najważniejszych miejsc jest właśnie Monachium.
Wybrałam się na paradę w Monachium już dwa razy i dałam się
porwaæ tłumowi, tak jak wiele innych mieszkanców miasta. To
po prostu niekończący się dzień pełen muzyki, ekscentrycznych
strojów, ekscytujących spotkań i zabawy w duchu irlandzkim.
Mówi siÄ™, że „w DzieÅ„ Åšw. Patryka
każdy chce byæ Irlandczykiem" i chyba coś w tym jest. Ale jak
to zrobiæ, kiedy od wieków patronką naszego kraju jest Matka
Boska - Królowa Polski. Czy wypada piæ Jej zdrowie żywcem
lub Tyskiem?
Dni innych świętych patronów naszego kraju, Świętego
Wojciecha i Świętego Stanisława, nie są powszechnie znane, a
czczone są tylko przez kościół. Fakt, byli oni
męczennikami, ale byli tak samo jak Patryk filantropami, którzy
za życia uczynili wiele dobrego i warto byłoby o nich pamietaæ na
większa skalę. W końcu jesteśmy specjalistami od
świętowania imienin.
Czy
to z narodowego czy z kościelnego punktu widzenia, czyż nie byłoby
miło, gdyby Polacy też mieli takie swoje święto, które
obchodzilibyśmy na ulicach całego kraju hucznie i z radością?
Może w taki dzień nie tylko my chcielibyśmy byæ Polakami.
Kasia
Esen
|
|
czwartek, 12 lipca 2007 00:55 |
|
Któż z nas choæ raz w życiu z westchnieniem nie pomyÅ›laÅ‚: ach, jak dobrze byÅ‚oby znów byæ dzieckiem… No bo dzieci nie znajÄ… „prawdziwych“ problemów, Å‚atwo cieszÄ… siÄ™ z drobiazgów, do szczęścia potrzeba im tylko kochajÄ…cych rodziców, towarzyszy w poznawaniu Å›wiata, kolegów w psotach i figlach, oczywiÅ›cie kilku zabawek, no i może telewizji. Najlepiej, rzecz jasna, jeÅ›li ta ostatnia zredukowana zostanie do minimum, co w dzisiejszych czasach czÄ™sto nie jest Å‚atwe, szczególnie gdy otoczenie nie stwarza zbyt wielu alternatyw. Sama nie mam (jeszcze) dzieci, ale dziÄ™ki przyjacioÅ‚om, których los już nimi obdarzyÅ‚, zdążyÅ‚am zauważyæ, że w Monachium nie ma powodu do obaw, że szklany ekran stanie siÄ™ ulubionÄ… i jedynÄ… rozrywkÄ… dzieci.
Na poczÄ…tek warto zauważyæ ogromnÄ… dbaÅ‚ośæ decydentów różnych branż o uÅ‚atwienie codziennego życia matek – windy na wielu, ruchome schody na praktycznie każdej stacji metra, dostosowane autobusy i tramwaje, a także obniżone chodniki przy przejÅ›ciach dla pieszych. Czyli z dotarciem gdziekolwiek, nawet z wózkiem, nie ma wiÄ™kszych problemów. To wszystko może siÄ™ wydawaæ oczywiste, ale niestety, w wielu miejscach w Polsce takie rozwiÄ…zania wcale jeszcze nie sÄ… codziennoÅ›ciÄ…. Nie o chodnikach jednak ma tu byæ mowa, ale o tym, jak przyjemnie jest byæ dzieckiem w Monachium.
Pierwsze, co nie przestaje mnie zadziwiaæ, a niewątpliwie uszczęśliwia dzieci to fantastyczne, obszerne, zadbane i kolorowe place zabaw. Na każdym osiedlu jest ich co najmniej kilka i przy sprzyjającej pogodzie pękają w szwach od rozbieganych, rozbujanych i roześmianych dzieci. No i oczywiście ich mam bądź opiekunek, które siedząc na ławeczkach wokół placów jednym okiem mają baczenie na pociechy, a z drugiej wymieniają poglądy na różne sprawy, czyli inaczej plotkują. Bardzo chętnie dołączam do takich babsko-rodzicielskich pogaduszek, kiedy odwiedzam place zabaw z koleżankami i ich maluchami. Poznałam dzięki temu kilka miłych osób, które mają naprawdę ciekawe spojrzenie na otaczający świat. Naturalnie poznałam też wspaniałe dzieci, które często też mają do powiedzenia wiele zaskakujących, odkrywczych rzeczy.
Na samych placach zabaw, rzecz jasna, zakres możliwoÅ›ci spÄ™dzania czasu z milusiÅ„skimi w Monachium siÄ™ nie koÅ„czy. Åšwietnym miejscem jest monachijskie zoo, w którym nie sposób siÄ™ nudziæ. Nie tylko jest przestronne i utrzymane w doskonaÅ‚ym porzÄ…dku, ale także oferuje dzieciom w różnym wieku mnóstwo specjalnych wycieczek, przejażdżek i bliskich spotkaÅ„ ze zwierzÄ™tami. Wiem, bo wybraliÅ›my siÄ™ tam ze znajomymi i ich wtedy prawie dwuletnim synkiem, który bardzo chÄ™tnie braÅ‚ we wszystkim udziaÅ‚, ale chyba najbardziej cieszyÅ‚ siÄ™ z ogromnej iloÅ›ci lamp („lampa“ to byÅ‚o jedno z niewielu słów, które potrafiÅ‚ wypowiedzieæ), bo z dumÄ… o każdej lampie nas informowaÅ‚, inicjujÄ…c tym samym zajmujÄ…cÄ… zabawÄ™ w „pokazywanie lamp“ pozostaÅ‚ym dzieciom. DodatkowÄ… atrakcjÄ™ kierownictwo ZOO przygotowuje dzieciom na Wielkanoc – na caÅ‚ym jego terenie ukrywane sÄ… tysiÄ…ce czekoladowych jajek i wszyscy mogÄ… udaæ siÄ™ na poszukiwania. Kto jeszcze nie byÅ‚, koniecznie powinien wziąæ udziaÅ‚, Wasze dzieci oszalejÄ… z radoÅ›ci!
A co w takim razie gdy pogoda nie dopisze? Albo jesienią czy zimą? Pomysłów miałabym kilka. I duże i małe dzieci lubią się pluskaæ w wodzie, czemu więc nie odwiedziæ jednej z krytych pływalni (moja osobista rekomendacja to Michaelibad) i pozwoliæ im moczyæ się do woli. Jest czysto, ciepło i partnerów do zabawy dostatek. Moje koleżanki twierdzą, że zabierają swoje maluchy na basen, kiedy chcą nadrobiæ zaległości w czytaniu, ale nie bardzo im wierzę. Podejrzewam, że one same lubią poleniuchowaæ w wodzie. A starszym pociechom zawsze można zafundowaæ kurs pływania.
Poza basenami, warto przyjrzeæ siÄ™ ofertom dla dzieci w muzeach – profesjonalne warsztaty, chociażby w Deutsches Museum, na zawsze pozwolÄ… Wam zapomnieæ o pytaniach w stylu: „A co to jest prÄ…d?“, „A skÄ…d jest Å›wiatÅ‚o i dlaczego ma żółty kolor?“. Ja, ciocia Kasia, mam czÄ™sto ogromne problemy z wyjaÅ›nieniami tych ważnych dla mÅ‚odego czÅ‚owieka kwestii… Poza tym opera w Monachium organizuje regularnie „wyprawy” za kulisy, teatr marionetek zaprasza na przedstawienia, Dschungelpalast przy Hansastr. 41 oferuje niekoÅ„czÄ…cÄ… siÄ™ ilośæ warsztatów i spotkaÅ„ z dzieæmi w wieku już od 3 lat! Dużo by jeszcze można wyliczaæ. OczywiÅ›cie powiecie, że to wszystko brzmi fajnie, ale co zrobiæ, gdy nie zna siÄ™ niemieckiego? Otóż w Monachium nie ma i z tym żadnego problemu. NiewÄ…tpliwÄ… atrakcjÄ… dla Waszych latoroÅ›li, a jednoczeÅ›nie okazjÄ… do pielÄ™gnowania polskich tradycji byÅ‚oby zaangażowanie do dzieciÄ™cego zespoÅ‚u folklorystycznego „Polonia“, prowadzonego przez paniÄ… ElżbietÄ™ ZawadzkÄ…. Pod numerem (089) 63 74 174 dowiecie siÄ™, co należy zrobiæ, by dołączyæ do grupy i w jaki sposób rodzice mogliby pomóc w prowadzeniu zespoÅ‚u. A stamtÄ…d już blisko do nawiÄ…zywania przyjaźni z innymi rodakami.
Kiedy piszę to wszystko, tym bardziej nie mogę się doczekaæ, kiedy sama zostanę mamą i ze swoimi pociechami z monachijskich dobrodziejstw dla dzieci skorzystam!
Kasia Esen
|
|
|
JAK DOBRZE MIEÆ S¡SIADA... |
|
wtorek, 03 kwietnia 2007 17:00 |
O stosunkach sÄ…siedzkich napisano już bardzo wiele, nakrÄ™cono też sporo dowcipnych filmów i seriali, samo życie snuje w tej kwestii nieskoÅ„czonÄ… liczbÄ™ wÄ…tków, wiÄ™c temat można by zapewne drążyæ w nieskoÅ„czonośæ. Sama kiedyÅ› w jednym z felietonów gderaÅ‚am o niemiÅ‚ych niemieckich sÄ…siadach, o tym jak trudno jest ich „oswoiæ" i do siebie przyzwyczaiæ tak, by przyjÄ™li do wiadomoÅ›ci naszÄ… obecnośæ, choæby odpowiadajÄ…c na poranne „Grüss Gott". W Polsce zdaje siÄ™ byæ jakoÅ› Å‚atwiej z zapoznawaniem siÄ™ z mieszkaÅ„cami domu, do którego siÄ™ wÅ‚aÅ›nie przeprowadziliÅ›my. Z czystej ciekawoÅ›ci jedna sÄ…siadka z drugÄ… zagadajÄ…, by mieæ o czym plotkowaæ przy popoÅ‚udniowej kawce. Tutaj w Niemczech każdy bardzo ceni sobie swojÄ… prywatnośæ i raczej ucieka od zbytniego spoufalania siÄ™. Ale w koÅ„cu dobre stosunki sÄ…siedzkie sÄ… wielkim skarbem, bo któż podleje nasze roÅ›linki, kto nakarmi kanarka lub wypróżni skrzynkÄ™ pocztowÄ… w razie gdyby zaczęła pÄ™kaæ w szwach od nie przeczytanej korespondencji, kiedy wyjedziemy na urlop ...? Poza tym najnormalniej w Å›wiecie miÅ‚o jest, kiedy spotykajÄ…c na schodach sÄ…siadkÄ™ można z niÄ… popsioczyæ, dowiedzieæ siÄ™ na co choruje ona lub jej mąż, ponarzekaæ na pracodawcÄ™ itp. itd. Przynajmniej wiemy, że nie tylko my mamy maÅ‚e lub wiÄ™ksze problemy, którym musimy stawiaæ czoÅ‚o na co dzieÅ„.
No ale właśnie, skoro niemieccy sąsiedzi nieskorzy są do bliższych znajomości, nie musimy się martwiæ, bo przecież sąsiedztwo to nie tylko mieszkańcy naszego domu lub bloku, to także sklepikarze z warzywniaka na rogu czy sprzedawca kebabu z imbisu przy uczelni, bądź też pani z piekarni, która zawsze wita uśmiechem i pyta co słychaæ. Ci wszyscy ludzie, jak się okazało po krótkim czasie, są takimi samymi obcokrajowcami jak my i tak samo jak my cieszą się, kiedy mogą z kimś zamieniæ słowo i poopowiadaæ o swoim życiu. Ja bardzo lubię robiæ zakupy u Turków w sklepie pod domem, bo pamiętają mnie i męża, za każdym razem pytają, co u nas nowego, jak moje robótki ręczne (wciągnęłam się niedawno w szalone robienie na drutach i ciągle o tym opowiadam, teraz wiecie nawet i wy!), kiedy jadę do Polski, jak było w Polsce itp. Sami też mi opowiadają o swoich rodzinach, o tęsknocie za Turcją, a jednocześnie o tym, jak przyzwyczaili się do życia tutaj, jak ich dzieci nie chcą wyjeżdżaæ i tym podobne mniej lub bardziej ważne tematy. Takie rozmowy nigdy nie trwają długo, to tylko wymiana zdań między skasowaniem towarów a zapłaceniem za nie, ale powoduje, że człowiek czuje się bardziej u siebie, czuje, że należy do miejsca, w którym mieszka.
Mój mąż, na przykład, pracuje na uczelni i w porze obiadu rzadko kiedy chodzi do ogromniej uniwersyteckiej stołówki. Woli pójśæ do małego baru za rogiem, gdzie pewien Turek i jego synowie robią najlepsze kebaby na świecie, a do tego są przesympatycznymi ludźmi, u których jedzenie działa jak balsam na zestresowaną duszę. Można wprawdzie trochę przytyæ, stołując się tam zbyt często (to właśnie im mój mąż zawdzięcza prawie 7 kg nadwagi...), ale nie ma jak pół godziny oddechu od pracy przy kimś, kto cały dzień spędza gotując, a mimo to wie, co nowego w świecie sportu czy polityki i z uśmiechem i zainteresowaniem zagada na każdy temat. Również pani z piekarni, Bułgarka zresztą, też jest zawsze uśmiechnięta. Często kupuję u niej bułki czy ciastka, których tak naprawdę wcale nie potrzebuję, tylko dlatego, że miło jest z nią pogadaæ.
Szkoda, że Niemcom brak na co dzień serdeczności i otwartości, byłoby jeszcze łatwiej żyæ z dala od rodzinnych stron. Dobrze, że mieszka tu tylu obcokrajowców, którzy czują i myślą podobnie i chętnie się swoimi przemyśleniami dzielą.
Kasia Esen
|
|
FASCHING - ZABAWY NADSZED£ CZAS! |
|
wtorek, 02 stycznia 2007 15:23 |
Generalnie rzecz ujmujÄ…c, wydawaÅ‚oby siÄ™, że Niemcy nie za bardzo potrafiÄ… siÄ™ bawiæ. Spontanicznośæ, jak wszystko inne, wymaga u nich dobrego planu. Zdarza siÄ™ jednak, iż „spontanicznośæ” zaplanowana jest tak dobrze, że staje siÄ™ naturalna. I tak, Oktoberfest to niewÄ…tpliwie każdego roku okazja do dobrej, naturalnej zabawy. Tyle, że w czasie Oktoberfestu przybywa do Monachium zbyt wielu turystów, którzy wprowadzajÄ… zamÄ™t i burzÄ… wewnetrznÄ… harmoniÄ™.
Na szczęście jest jeszcze jedno wydarzenie w roku, kiedy turystów jest maÅ‚o, a okazja do zabawy tak samo dobra. Mowa tu o karnawale, czyli po niemiecku Fasching’u. KarnawaÅ‚ w Monachium nie jest może tak bardzo znany jak w Kolonii, ale jest nie mniej kolorowy i niezwykÅ‚y.
Nasza przeprowadzka do Monachium prawie trzy lata temu, miała miejsce w lutym, czyli miesiącu najbardziej szalonych karnawałowych zabaw. Nie byliśmy jednak wtedy zaznajomieni z faktem, że karnawał oznacza tu nie tylko tańce do białego rana, ale tańce w najbardziej wyszukanych i oryginalnych strojach, w których paraduje się też po ulicach. Jakie było więc nasze zdziwienie kiedy wybraliśmy się do centrum i im bardziej zbliżaliśmy się do Marienplatz, tym gęstszy robił się tłum i tym ciekawiej poprzebierani byli przechodnie. Rycerzy, czarownic czy księżniczek widzieliśmy wiele, ale zdarzali się też bardziej ekscentryczni osobnicy, np. w całych zielonych szatach imitujących rośliny doniczkowe (!!!). Pomyśleliśmy wtedy, że to wszystko wyglądało naprawdę osobliwie i zastanawialiśmy się tylko czy ta karnawałowa maskarada to tradycja, czy odbywa się corocznie, czy też akurat w czasie naszego przybycia odbywało się coś szczególnego. Bo przecież w Polsce także mamy karnawał, też wiele osób się bawi, ale u nas wyglada to nieco inaczej. Na ulicach nieczęsto zobaczy się przebieranców, takie zabawy zarezerwowane sa raczej dla dzieci. Młodzież bawi się na dyskotekach, a fani wykwintniejszych bali przywdziewają najlepsze garnitury i najpiękniejsze suknie, po czym do rana szaleją na parkiecie przy dźwiękach walca, tanga czy samby. W każdym razie Fasching w Monachium zrobił na nas wrażenie, mimo, że czulismy się troche nie na miejscu ten pierwszy raz.
Rok później nasz punkt widzenia komplenie siÄ™ zmieniÅ‚, gdyż byliÅ›my od poczÄ…tku Å›wiadkami planowania i przygotowaÅ„ do Faschingu. Zgodnie z tradycjÄ… (jak siÄ™ wyjaÅ›niÅ‚o) jeszcze przed Bożym Narodzeniem, wielu naszych znajomych wpisywaÅ‚o sobie w kalendarze rezerwacje na styczniowe i lutowe karnawaÅ‚owe weekendy, co trochÄ™ mnie Å›mieszyÅ‚o, ale potem okazaÅ‚o siÄ™, że te wczesne rezerwacje byÅ‚y tak nie do koÅ„ca przesadzonym pomysÅ‚em. My daliÅ›my siÄ™ goraczkÄ… FaschingowÄ… zaraziæ i daliÅ›my siÄ™ nawet przekonaæ do wybrania przebrania! I tak, jako para z lat 20-tych, razem z niemieckim Szkotem, Coco Chanel, ÅšwinkÄ… Pigi i wieloma innymi postaciami wybraliÅ›my siÄ™ wesołą gromadkÄ… na poszukiwanie najlepszego miejsca na przedniÄ… zabawÄ™. Glockenbachviertel wydawaÅ‚ siÄ™ idealny, po kilku nieudanych próbach dostania siÄ™ do przepeÅ‚nionych lokali („MajÄ… PaÅ„stwo rezerwacjÄ™?“), udaÅ‚o nam siÄ™ wejśæ do Jazzbar Vogler na Rumfordstr. i lepiej chyba nie mogliÅ›my trafiæ. Mimo, że tÅ‚um byÅ‚ nieziemski, poÅ›ród niesamowicie cudacznych przebieranców przeżyliÅ›my jednÄ… z najlepszych karnawaÅ‚owych zabaw w naszym życiu. PrzekonaliÅ›my siÄ™, że Niemcy też potrafiÄ… siÄ™ wyÅ›mienicie bawiæ. A że ich spontanicznośæ w wielu wypadkach bywa zaplanowana to ma to też dobre strony, np. nie trzeba siÄ™ martwiæ, że przegapi siÄ™ ostatni tramwaj czy metro, bo kursujÄ… one wtedy dÅ‚użej i częściej. Nie ma tego zÅ‚ego… Do tego jakkolwiek dziwacznie siÄ™ wyglÄ…da czy zachowuje, wszystko zostaje w tych dniach wybaczone, bo wszystkim zdaje siÄ™ udzielaæ nastrój zabawy.
Dlatego też gorąco polecam wybraæ się w okolice Viktualienmarkt i Marienplatz szczególnie 18, 19 badz 20 lutego, by podziwiaæ różnobarwne i cudaczne stroje przechodniów, wziąæ udział w konkursach, pokazach, no i wieczorem w niezliczonych imprezach. Na stronie: www.muenchen.de znajduje się wiele bieżących informacji o wydarzeniach związanych z karnawałem, warto zajżeæ. Ja będę na pewno, kto wie, może się spotkamy? Kasia Esen
|
|